Kiedy pierwszy raz posłuchałam mantry, poczułam tak niewyobrażalną „ulgę”, że aż się popłakałam. Jakby ktoś, kogo bardzo skrzywdziłam, przebaczył mi. Niesamowite uczucie. A kiedy pierwszy raz zaśpiewałam, poczułam taki spokój, jakiego już dawno nie czułam. Takie przekonanie, że wszystko będzie dobrze, choćby nie wiem co.
Oto babcia z uśmiechem na twarzy. z torbą pełną jabłek i warzyw. No i zaraz wszystko się odmienia : w domu robi się jaśniej , weselej…. jakby babcia przyniosła niedzielę. z odrobiną Bożego Narodzenia. Z babcią wszystko jest pyszną zabawą: szczotka tańczy raz w lewo raz w prawo, jakby szczotka tańczyła walczyka.
A nasza babcia jest wciąż młoda, nosi dżinsy, umie grać na komputerze. Babcia sama ręce co dzień ćwiczy, Bo na rehabilitację nie ma co liczyć. Gniecie pierogi, ciasto drożdżowe, dania wymyśla coraz to nowe. Hula-hop weźmie, gdy nikt nie patrzy i kręci biodrami raz , dwa, trzy, raz dwa, trzy.
Fast Money. Fundacja 'Koci Pazur' Fundacyjne forum kociarzy z Poznania FAQ Szukaj Użytkownicy Grupy Rejestracja Zaloguj Album Download Fundacja 'Koci Pazur' Strona Główna » Forum Fundacji dla Zwierząt » Dział ADOPCYJNY » Tęczowy Most » Babcia Biszkoptowa Idź do strony: « 1 2 3 «» 13 14 15 «» 27 28 29 » Poprzedni temat «» Następny temat Przesunięty przez: bryniaWto 10 Maj, 2016 00:08 Babcia Biszkoptowa Autor Wiadomość Morri Dołączyła: 24 Maj 2010Posty: 16831Skąd: Poznań Wysłany: Wto 16 Cze, 2015 14:49 Wy ją lepiej znacie ja nie mam absolutnie żadnego doświadczenia z kotem tak dojrzałym _________________"(...)Nie jesteś jednak tak bezwolny, A choćbyś był jak kamień polny, Lawina bieg od tego zmienia, Po jakich toczy się kamieniach." Meridion Lord Daemon Dołączył: 29 Paź 2014Posty: 112Skąd: --- Wysłany: Wto 16 Cze, 2015 18:31 Babuszka robi postępy, tylko bardzo powoli Moim zdaniem nie ma co jej naciskać i trzeba jej dać czas, aż sama z powrotem zaufa ludziom. Niestety ktoś ewidentnie zrobił jej krzywdę i panicznie boi się ludzkiej ręki. Najlepiej to widać jak trzeba ją wpakować do transporterka - próba zrobienia tego gołą ręką kończy się zwykle ranami, natomiast jeśli to samo zrobimy przez koc (wcale nie narzucając go na nią, tylko tak żeby nie było widać ręki, to babuszka znosi to o wiele lepiej i nie rzuca się do ucieczki czy obrony. Ona i tak nie będzie super mizisatym kotem (przynajmniej w najbliższym czasie) i trzeba jej szukać odpowiedzialnego domu i kogoś kto będzie rozumiał że potrzebuje dużo przestrzeni i czasu by zaufać. A co do zdjęć to trudno cyknąć, bo o ile babuszka chodzi swobodnie jak z Niarą siedzimy na kanapie przed komputerami i bawi się, to jeśli tylko któreś z nas ruszy się po aparat, włącza jej się lampka alarmowa. Niara Kocia Mama Wiek: 32 Dołączyła: 29 Paź 2014Posty: 174Skąd: Poznań Wysłany: Nie 21 Cze, 2015 19:21 U Babci jest postęp, ostatnio dwa razy udało się do niej podejść dosyć blisko, w dodatku dała sobie zrobić zdjęcie. Nadal sporo chodzi po domu, wychodzi sobie na balkon, jest żywa, choć tak jak wcześniej w ciepłe dni wyleguje się tam gdzie najchłodniej. Bardzo dobrze dogaduje się z Figlem, Venus i Vegas, nie ma między nimi żadnych konfliktów, czasem Babci namiauka na Figielka, ale nic poza tym. Cynamon Dołączyła: 16 Maj 2013Posty: 3401Skąd: Poznań Wysłany: Nie 21 Cze, 2015 20:00 Babuszka Morri Dołączyła: 24 Maj 2010Posty: 16831Skąd: Poznań Wysłany: Pon 22 Cze, 2015 16:19 _________________"(...)Nie jesteś jednak tak bezwolny, A choćbyś był jak kamień polny, Lawina bieg od tego zmienia, Po jakich toczy się kamieniach." Niara Kocia Mama Wiek: 32 Dołączyła: 29 Paź 2014Posty: 174Skąd: Poznań Wysłany: Sro 24 Cze, 2015 21:42 Kochani! Wreszcie możemy to powiedzieć, wcześniej nie chcieliśmy chwalić dnia przed zachodem, ale teraz już jesteśmy pewni. Babunia poczyniła gigantyczne postępy. Danie jej spokoju było bardzo dobrą decyzją. Babcia wreszcie nie ucieka kiedy widzi człowieka w jej pokoju. Babunia mieszka sobie w naszej sypialni, nie jest tam zamknięta, ale czuje się tam dobrze. Czas spędza pod łóżkiem albo od dłuższego już czas na dużym drapaku, który się tam znajduje. Kiedyś było tak, że dzwięk kroków powodował u Babci panikę i kocina kryła się pod łóżkiem. Teraz jest już zupełnie inaczej, można wejść do pokoju, a nawet coś w nim robić! babcia nie ucieka, co najwyżej prostuje się na swoim miejscu, czyli w jednym z hamaków i przygląda się człowiekowi. Oczywiście nie można do niej podejść szczególnie blisko, ale to jest ogromny sukces! Dziś udało mi się tam zdjąć pranie z suszarki i schować je do szafy, a Babunia nie uciekła! Mimo, że chodziłam po pokoju, a pokój nie jest duży i wszystko jest dość blisko siebie. Jest jeszcze coś. Nasze łóżko stoi bardzo blisko drapaka, normalnie kiedy wstawaliśmy Babcia wiała gdzie pieprz rośnie, a teraz, możemy wstać normalnie z łóżka, a Babunia nie rusza się z drapaka. Oczywiście wszystko musi odbywać się bez patrzenia na kocinę, można na nią spojrzeć, nawiązuje nawet kontakt wzrokowy. Ale wpatrywanie się w nią powoduje że schodzi (już nie ucieka) na podłogę i idzie do swojego posłanka, które ma pod łóżkiem, ale przy samym brzegu. Ale uwierzcie mi, to że nie ucieka już w popłochu jest gigantycznym postępem! Eva Wiek: 37 Dołączyła: 23 Wrz 2014Posty: 9104Skąd: POZNAŃ Wysłany: Sro 24 Cze, 2015 21:56 magia Domu i serc pełnych miłości do Furta _________________nie mogę, Kot na mnie leży. einfach Dołączyła: 04 Wrz 2013Posty: 2495Skąd: Poznań Wysłany: Sro 24 Cze, 2015 22:55 wspaniały news Cynamon Dołączyła: 16 Maj 2013Posty: 3401Skąd: Poznań Wysłany: Sro 24 Cze, 2015 22:56 Babcinka dobrze rokuje tak trzymać No i oczywiście nieoceniona zasługa jej wspaniałego DT Cotleone Don Vito & co Dołączyła: 11 Maj 2015Posty: 2573Skąd: Poznań Wysłany: Czw 25 Cze, 2015 08:11 dla Babci, dla wspaniałego DT _________________Mruczenie jest bardzo ważne. Mruczenie wygrywa za każdym razem. (T. Pratchett) Meridion Lord Daemon Dołączył: 29 Paź 2014Posty: 112Skąd: --- Wysłany: Nie 28 Cze, 2015 13:32 Ponoć im trudniej zdobyć zaufanie kota, tym bardziej się je docenia. Ja bardzo kocham babuszkę i chciałbym żeby znalazła dobrego ludzia Nadira Szatan wcielony Dołączyła: 05 Paź 2013Posty: 3979Skąd: Poznań Wysłany: Nie 28 Cze, 2015 21:42 Znam to, mam tak z Szoniaczkiem :3 Niara Kocia Mama Wiek: 32 Dołączyła: 29 Paź 2014Posty: 174Skąd: Poznań Wysłany: Pią 03 Lip, 2015 17:00 Babcia robi ogromne postępy, ze względu na to, że koty posikiwały nam (a raczej osikiwały) całą pościel, musieliśmy zdecydować, że sypialnię mamy na dzień zamkniętą, na noc ja otwieramy, żeby kociaki mogły z nami spać. Tak czy inaczej baliśmy się, że Babci będzie trudno bez tego pokoju. Niepotrzebnie. Babunia umie sobie znaleźć miejsce. Przesiaduje często za kanapą, tam ma dużo miejsca, albo w kartonowej kociej twierdzy, nie krępuje się też już żeby chodzić po domu i leżeć na balkonie. Postępy są naprawdę wielkie. Mamy w salonie mamy dwa fotele ustawione obok siebie, na jednym zawsze siedzi Meridion, a drugi jest zajmowany przez jakiegoś kota. Nawet Babcię! Tak, babcia potrafi już podejść tak blisko człowieka, a nawet sobie obok niego leżeć. Bardzo dużo czasu spędza na wspólnym kocim drapaku, leży w hamakach, przesiaduje w budkach. Kurcze, jestem z niej taka dumna, że się przełamuje, serce rośnie jak na nią patrzę. A tu, Babcia w betach: Morri Dołączyła: 24 Maj 2010Posty: 16831Skąd: Poznań Wysłany: Sob 04 Lip, 2015 01:28 Biszkopcik wydaje mi się bardzo podobna do Niny. Czas + cierpliwość + swoboda + szacunek dla kota = efekty _________________"(...)Nie jesteś jednak tak bezwolny, A choćbyś był jak kamień polny, Lawina bieg od tego zmienia, Po jakich toczy się kamieniach." Niara Kocia Mama Wiek: 32 Dołączyła: 29 Paź 2014Posty: 174Skąd: Poznań Wysłany: Sob 18 Lip, 2015 12:05 U Babuni z dnia na dzień co raz lepiej Udaje się ją nawet łapać na głaskanie. Co prawda jest to mega trudne, ale jednak Jak tylko zdjęcia z tulenia Babuni będą na picasie (właśnie je wysyłam) to je Wam pokażę. Poza tym Babcia jest kurcze wzorowym kotem. Je grzecznie to co jej podajemy. Jak się bawi to swoimi zabawkami, grzecznie, bez rozwalania połowy domu No kot idealny, dla kogoś, kto potrzebuje spokojnego pupila t=Tymczasem dziś Babunia wylegująca się na progu balkonu: I w Kociej Twierdzy: Wyświetl posty z ostatnich: Fundacja 'Koci Pazur' Strona Główna » Forum Fundacji dla Zwierząt » Dział ADOPCYJNY » Tęczowy Most » Babcia Biszkoptowa Nie możesz pisać nowych tematówNie możesz odpowiadać w tematachNie możesz zmieniać swoich postówNie możesz usuwać swoich postówNie możesz głosować w ankietach Dodaj temat do UlubionychWersja do druku Skocz do: Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Dzień Babci i Dziadka w Przedszkolu Współpraca przedszkola ze środowiskiem rodzinnym dziecka to bardzo ważny element działalności naszej placówki. Za pomoc i zaangażowanie dziadków w życie przedszkola należą się im szczególne wyrazy uznania i serdeczne podziękowania. Dzieci potrafią to robić bardzo wdzięcznie i szczerze. Dzień Babci i Dziadka to już tradycja w naszym przedszkolu, to również okazja by wyrabiać u dzieci, więzi uczuciowe z rodziną, zapoznać je z miejscem Babci i dziadka w rodzinie, uczyć szacunku dla nich. W tym dniu dzieci przedstawiają barwny i atrakcyjny program artystyczny. Są to wiersze, piosenki, inscenizacje oraz tańce. Babcie i Dziadkowie popisy artystyczne swoich wnucząt obserwują przy kawie, herbatce i słodkim poczęstunkiem. Później wnuczęta wręczają dziadkom prezenty przez siebie wykonane. Trwałą pamiątką tych serdecznych spotkań są kasety video, zdjęcia, kronika przedszkolna. SCENARIUSZ UROCZYSTOŚCI Z OKAZJI DNIA BABCI I DZIADKA "Święto babci" W całej Polsce wszystkie dzieci Święcą dzisiaj Święto Babci Jedne dają upominki Drugie dają piękne kwiatki My jesteśmy jeszcze mali Więc niewiele dziś umiemy Czegośmy się nauczyli to Babciom i Dziadkom opowiemy A że bardzo Was kochamy To wesoło zawołamy Niech żyją nam 100 lat Nasze Babcie i Dziadkowie "Babcia" -Anna Kodeńska Babcia to są miłe ręce, Książka, herbata słodka, Śmieszne słowa w dawnej piosence, Suknia dla lalki i szarlotka. Babcia to bajka, której nie znamy, Pudełeczka, perfumy, włóczka, Babcia to mama mojej mamy, A ja jestem wnuczka. "Na dzień Dziadka" -Paweł Kowalski Chociaż dziadziuś mój jest stary Lubi robić wciąż kawały; To pomyli cukier z solą I posoli nią herbatę Ja odwiedzam go wraz z Olą Lubię dziadka bo ma humor I nie gniewa się na rumor, Który co dzień i od święta Robią w domu wciąż wnuczęta. "Dzień Babci" Mam serduszko małe jak czerwony maczek Takie jak ma każdy mały przedszkolaczek Pozbieram serduszka dziś od wszystkich dzieci Zrobię dla Babci i Dziadka serdeczny bukiecik "Kochana Babciu" Babciu kochana, Czekam cierpliwie od samego rana, Żebyś mi buziaka dała. Przyjdź i usiądź wygodnie w fotelu, pogawędzimy sobie, Mam dla ciebie niespodziankę: torcik, kakao i serduszko gorące. A w serduszku same róże, Byś nam żyła jak najdłużej "Uśmiech Dziadka" Dziadku chce być grzeczna Chce duża urosnąć - Chcę żebyś był wesoły Latem, zima, wiosną A gdy jesienią spadną słoty Przyniosę Ci w podarku uśmiech złoty "Dla Babci" -Hanna Ochocka Kalendarz ma kartek wiele: Czarne -na co dzień, czerwone -w niedzielę. Zrywam dzisiaj kartkę. Znowu zwykła strona! Lepsza na Dzień babci Byłby -zielona Albo żółta słoneczna, Pachnąca jak róża... Zrobię Ci kalendarz, Babciu, Kiedy będę duża! "Kocham Babcię i Dziadka" Kochamy mocno babcię, dziadka- to nie żarty moi mili, dzisiaj im życzenia składamy by sto latek jeszcze żyli. Kiedy smutek nas ogarnia i wszystkiego mamy już dosyć, dziadek mocno nas przytuli, o to go nie trzeba prosić. Gdy pomyślimy o łakociach, babcia zaraz coś upiecze. Musimy przyznać, te wypieki najwspanialsze są na świecie. Babcia z dziadkiem w wolnych chwilach przekazują wciąż wytrwale, swym kochanym wnukom, wnuczkom rad życiowych całą gamę. "Wiersz dla Babci" Z okazji Święta Babci ja dzisiaj Babcie nauczę jaka powinna być wnuczka i jaki powinien być wnuczek. Po pierwsze proszę Babci ja już od dawna uważam że nic tak wnucząt nie zdobi jak piękny uśmiech na twarzach. Uśmiech jest dobry na co dzień a nie wyłącznie od święta więc wnuczek ma się uśmiechać a wnuczka ma być uśmiechnięta. Po drugie z czajnikiem w ręku również jest wnuczkom do twarzy każdy doroślej wygląda kiedy herbatę parzy. Po trzecie- chociaż wnuczek czasami szklankę stłucze przy myciu także ślicznie wygląda wnuczek Po czwarte proszę Babci po piąte i po szóste niech Babcia nigdy więcej nie pierze wnukom chustek. Wnuczęta chcą się bawić a moim skromnym zdaniem zabawa jest i fraszką dla wnuczków takie pranie. Po siódme proszę Babci wnuki powinny gderać Dlaczego nasza Babcia nie chodzi do fryzjera? Włóż Babciu nową suknię niech Cię uczesze fryzjer Posłuchaj Babciu radia, obejrzyj telewizję! Już nie myśl Babciu o nas o sobie babciu pomyśl "Czy Babcia nie uważa że to jest świetny pomysł?" "Na Dzień Babci" - piosenka I. Witaj mroźny styczniu do nas zaproszony Dziś specjalny program babciom przedstawiamy. Ref. Dzyń, dzyń, dzyń, dzyń dzwonki dzwonią Mroźny styczeń jedzie w koszu niespodzianki Wszystkim Babciom wiezie Wszystkim Dziadkom wiezie. II. Jeśli masz ochotę Gościom czas umilać To przyłącz się do nas czas już rozpoczynać III. Może coś o sobie Styczniu nam zaśpiewasz Chociaż jesteś zimny Serca nam rozgrzewasz. "Dla Babci" - piosenka I. Moja Babcia ukochana Bardzo pyszne robi dania Zupkę z cienkim makaronem i racuszki uważone. Ref. La, la, la, la lody, frytki i pączusie niech najedzą się wnuczusie II. Ja gdy kiedyś będę babcią Też nauczę się gotować I co tylko wnuczki zechcą zawsze będę im szykować. "Kocham Go" Kocham mojego dziadka chodzę z dziadkiem na spacer. Wtedy jest tyle słońca wtedy nigdy nie płaczę. Chodzę z dziadkiem do parku Albo idziemy nad rzekę. Bawimy się w chowanego W zielone- gramy listkiem. Lubię kiedy mój dziadek wraca z pracy do domu. Ja zawsze mojemu dziadkowi Mogę powiedzieć- pomóż. Gdy się zepsuje latawiec, Wrotki, samochód lub rower. Mój dziadek rower naprawi i dalej ruszam w drogę. To dziadek mi opowiada o gwiazdach i ptakach w obłokach i dlatego mojego dziadka tak bardzo, bardzo kocham. "Niechaj Dziadzio z Babunią" Niech dziadzio z babunią tak nam długo żyją, póki komar i mucha morza nie wypiją. A ty mucho, ty komarze pijcie wodę powoli aż się dziadzio i babcia nażyją do woli. "Dziadek Józek" - piosenka I. Mój dziadek Józek śpi ode mnie dłużej, bo już jest dawno na emeryturze. Lecz gdy się zbudzi wcale się nie nudzi, tak jak często nudzę ja. Ref. Mój dziadek Józek ma zdolności duże i ciągle mu brakuje dnia. W piecu napali, fiata nam naprawia, potem o zdrowiu z babcia porozmawia. O coś zapyta, gazetę przeczyta, bo umie czytać lepiej niż ja. Ref. Mój dziadek Józek ma zdolności duże. i ciągle mu brakuje dnia. "Wszystko dla Babci" Po pokoju chodzi babcia w pluszowych kapciach. Sprząta, kwiaty podlewa I nigdy się nie gniewa. Nawet gdy się stłucze szklanka Mówi: a to niespodzianka. Stłukło się o bo było szklane, przynieś szczotkę i już pozamiatane. Babciu za to, że jesteś taka dam Ci buziaka. "Życzenia dla Dziadka" Ty dziadziuniu dobrze wiesz czego wnuk Ci życzy: zdrowia, skarbów jakich chcesz szczęścia i słodyczy. Niechaj dziadzio mój jedyny żyje długo i przyjemnie. Niech mu w szczęściu mkną godziny i niech ma pociechę ze mnie. "Na święto Babci" (Dziecko trzyma w ręku dwa kapcie i koszyk a kolorową wełną) Dziecko 1 i 2: - My jesteśmy ciepłe. Dziecko 1: - Kapeć lewy... Dziecko 2 - Kapeć prawy... Dziecko 1 i 2: (razem) - Czasem się chowamy Babci ale tylko dla zabawy. Lecz dzisiaj przed Babcią staniemy na baczność. Dziecko 3: - A ja jestem koszyk- pełny kolorowej, miękkiej wełny. Ja pilnuję przez dzień cały by się nitki nie splątały. Wnuczek: A ja jestem wnuczek mały. Wiersza się dla Babci uczę i zgadnijcie co mam jeszcze? Na dzień Babci, na dodatek, sam zrobiłem piękny kwiatek. "Na Dzień Babci i Dziadka" I. Idą dzieci do przedszkola Bardzo wcześnie wstały. A ja wracam z kraju marzeń Poduszkowcem białym. Potem babcia da śniadanie Ubrać się pomoże I powiezie na saneczkach Jeśli śnieg na dworze. Ref. Nie pytajcie, nie pytajcie kogo wolę, bo to sprawa całkiem jasna, lepsza babcia niż przedszkole, bo jest tylko moja własna. II. Choć w przedszkolu dobra zupka i jarzynka smaczna Nikt gotować nie potrafi tak jak moja babcia. Chodź w przedszkolu dużo dzieci I zabawek wiele Ja swą babcie mam na co dzień Nie tylko w niedzielę. Ref. Nie pytajcie, nie pytajcie kogo wolę, bo to sprawa całkiem jasna, lepsza babcia niż przedszkole, bo jest tylko moja własna. "Kwiaty dla Dziadka" Kto ci powie o dawnych latach? Tych lat naoczny świadek, Jak kraj nasz rośnie, jak ludzie rosną, opowie ci- Twój dziadek. Otworzy serce, kieszeń otworzy, podsunie czekoladę, z Twoich sukcesów zawsze się cieszy Kto? No, wiadomo- dziadek. A jak coś spsocisz, jak cos naknocisz jak trzeba spytać o radę- kto za uszy wyciągnie z biedy? Wiadomo, zawsze- dziadek. Więc wnuki proszą, żeby w kwiaciarniach kwiatów nie chować pod ladę. Dziadek ma święto! Kwiaty dla dziadka! Wiwat, niech żyje dziadek! "Dla Babci" Serce przynoszę ci na laurce i tak Ci życzę babuniu miła czego chcesz sam- niech ci się stanie Bylebyś tylko szczęśliwa była. Niech nigdy twego czoła nie zasępi żadna chmurka Bądź szczęśliwa i wesoła tak ci życzy córki córka. Babuniu moja miła Życzę Ci w dniu twego święta abyś bardzo długo żyła A ja zawsze będę o tobie pamiętać. Uchwycę słońca promyczek złoty co na niebie świeci i jak wstążką nim przewiążę dla babci bukiecik. "Mój Dziadzio" Mój dziadzio jest dobry mój dziadzio wszystko naprawia gdy się zepsuje światło albo maszyna do szycia, albo dzwonek przy drzwiach Mój dziadzio umie robić latawca a nawet łuk i strzały. - Patrz dziadziu zepsuł się księżyc Niedawno był okrągły, a dziś jest cały wyszczerbiony. Napraw księżyc dziadziu. "Piosenka o Dziadku" - piosenka I. O tym, jak z Dziadkiem idę do ZOO O tym, jak z Dziadkiem jest mi wesoło, O brodzie Dziadka, co śmiesznie kłuje, kiedy się z Dziadkiem mocno całuje. Ref. Najdroższy dziadku to jest piosenka, którą śpiewają Tobie wnuczęta Nie o zabawce, ani o kwiatku to jest piosenka o naszym Dziadku II. O tym, jak z Dziadkiem Na pyszne ciasta jedziemy razem do miasta, O tym, jak z Dziadkiem idę na lody i na dwie szklanki sodowej wody "Babcia" Babcia to miłe ręce Wstążka, herbata słodka, Śmieszne słowa w dawnej piosence Suknia dla lalki i szarlotka. Babcia to bajka, której nie znamy Pudełeczka, perfumy, włóczka. Babcia to mama mojej mamy A ja jestem jej wnuczka. "Nasza Babcia" Nasza Babcia umie tyle że uwierzyć trudno w to Czego dotknie się na chwilę Jak zegarek będzie szło. Babcia jest jak dobra wróżka Co otwiera bajkom drzwi Bo gdy kładzie nas do łóżka Mamy potem piękne sny. Babcia wszystko zrobi dla nas Z jej pomocy każdy rad Babcia strasznie jest kochana Więc niech żyje nam STO LAT! "Wszystko dla Babci" Po domu chodzi babcia w fartuchu, zielonych kapciach, Sprząta, kwiatki podlewa i nigdy się nie gniewa. Nawet gdy się stłucze szklanka mówi: "A to niespodzianka" Stłucze się bo była szklana "Przynieś szczotkę, już pozamiatana". Za to, że jesteś taka, kupię ci Babciu lizaka. "Kochamy Was" - piosenka I. Czy wiecie moi mili, czy wy wiecie Ile babć i dziadków jest na całym świecie Właśnie wielkie święto dzisiaj swoje mają Ref. Kochamy Was kochamy całym sercem I radości chcemy dać wam jak najwięcej Nasze buzie uśmiechnięte Niech życzenia ślą przepiękne Żyj babuniu, żyj dziadziuniu Latek sto. II. Babcia bardzo często mamę zastępuje Zamiast taty dziadek wnukiem się zajmuje Bo rodzice cały dzień spędzają w pracy Babcia, dziadek za to zawsze mają czas II. Babcia z dziadkiem czas nam miło umilają Zawsze dla nas niespodzianek wiele mają Dziś w piosence miłość wielką wyrażamy Głośno teraz podziękować chcemy Wam. "Zabawy z Babcią" Jestem sobie wnuczka mała, moja babcia jest wspaniała. Zna tuziny pięknych bajek, których słucha się wspaniale. Gry, zabawy, wyliczanki również wiersze, zgadywanki. Umie z klocków stawiać wieże, dobrze gra na komputerze. Zawsze zgrabnie piłkę łapie, aż się na nią gapią gapie. Zimą bierze mnie na narty. Kocham babcię to nie żarty! BIBLIOGRAFIA: 1. Bożena Forma: "Rok w wierszu i piosence". 2. "Nauczyłem i w przedszkolu" - wybór i opracowanie S. Daraszkiewicz 3. "Teatrzyk w przedszkolu" - opracowanie; J. Iwanowska, G. Sabalska Opracowanie: mgr Danuta Staroń Nauczyciel w Publicznym Przedszkolu Samorządowym w Łękińsku Uwaga! Wszystkie materiały opublikowane na stronach są chronione prawem autorskim, publikowanie bez pisemnej zgody firmy Edgard zabronione.
Sarę poznałam na studiach. Jest siostrą zakonną ze Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża. Wielu z nas, zgromadzenie to znane jest z pracy z dziećmi niewidomymi (np. w Laskach k. Warszawy). Siostra Sara ujęła mnie swoją prostotą, a przede wszystkim „normalnością” w byciu z drugim człowiekiem. Przyjaźnimy się od 18. lat, z czego kilkanaście przebywała na misjach w Indiach. Rozmowa, którą odbyłam z Sarą w 2009 r., jest o dzieciach stamtąd – z dalekiej Azji – które dotyka bieda i śmiertelne choroby oraz o niewidomych sierotach i ich opiekunach. Małgorzata Rubin-Bedra: W którym roku wyjechałaś na misje i dlaczego był to ten kraj? Sara: Wyjechałam w lutym 2003 roku, do południowych Indii, do stanu Karnataka, miasta Bangalore, do pracy wśród niewidomych dzieci. A dlaczego to miejsce? Nasze zgromadzenie rozpoczęło pracę w Indii w 1989 roku, kiedy to dowiedziałyśmy się, że w tym około miliardowym społeczeństwie aż 15 milionów to osoby niewidome, z czego zaledwie 2,5 procent, to osoby edukowane. Corocznie około 40 tys. dzieci traci wzrok z powodu niedożywienia i braku witamin. Zaistniała potrzeba, by wesprzeć nasze siostry tam pracujące, dlatego tez Matka Generalna zapytała, czy nie chciałabym wyjechać. Przyjęłam to z ogromna radością. Od lat marzyłam o pracy na misjach, a moim ideałem była Matka Teresa z Kalkuty, którą miałam okazję spotkać w Polsce. Kiedy wyjeżdżałaś na misje miałaś 30 lat, a w niedługim czasie zostałaś przełożoną międzynarodowej wspólnoty. Czy to nie za duże obciążenie, zbyt wielki trud? Kiedy wyjeżdża się na misje, trzeba być gotowym na wszystko. I łączy się wiele odpowiedzialności razem. Na początku nie było mi łatwo, szczególnie jeśli chodzi o język. Mimo krótkiego kursu języka angielskiego, który miałam w Polsce, po przylocie do Indii trudno mi było zrozumieć miejscowych ludzi, którzy przecież mówili właśnie po angielsku, choć wymawiali trochę inaczej i właśnie to było trudne. Ale z czasem, już na miejscu, bardzo wiele nauczyłam się od moich Indyjskich sióstr – nie tylko języka, ale także zwyczajów, kultury i mentalności ludzi. Czym się tam zajmujecie? Prowadzimy w Bangalore – stolicy stanu Karnataka – ośrodek dla dzieci niewidomych o nazwie Jyothi Seva, co w sanskrycie oznacza „Służbę Światłu”. W skład tego ośrodka wchodzi szkoła podstawowa (Jyothi Seva Primary School for the Blind) i internaty. Obecnie, przebywa w nich 85 niewidomych i słabowidzących dzieci, w tym 20 sierot. Pozostałe dzieci pochodzą w większości z bardzo ubogich rodzin, ze slumsów naszego miasta i wiosek w jego pobliżu. Mamy tez dwie dziewczynki z kolonii trędowatych ze stanu Czatisgar, odległego od nas o 26 godzin drogi pociągiem. Dla większości dzieci pobyt u nas to jedyna szansa na zdobycie wykształcenia i usamodzielnienie się w przyszłości. Po ukończeniu VII klasy w naszej szkole wysyłamy naszych uczniów do integracji, uzupełniają wykształcenie razem z widzącymi rówieśnikami, mieszkają nadal w naszych internatach, mają też lekcje wyrównawcze z nami. W szkole są takie same przedmioty jak i w innych szkołach dla dzieci widzących, wszystkie są wykładane po angielsku. Dodatkowo dzieci uczą się kannada, języka naszego stanu, a także języka hindi, który ma stać się ogólnoindyjskim. Dodatkowymi zajęciami w szkole są: nauka języka Braille’a (alfabetu dla niewidomych), czynności życia codziennego, orientacja przestrzenna, komputery (ze specjalnymi programami dla niewidomych). W internacie natomiast, dzieci uczą się śpiewu – maja chór w j. angielskim, ale także chór w j. kannada, uczą się gry na pianinie, casio, skrzypcach, a także tradycyjnego tańca indyjskiego o nazwie bharathanatyam oraz tańców ludowych. Wiele z dzieci jest utalentowanych muzycznie, a taniec mają we krwi. Jedna z nauczycielek prowadzi popołudniami zajęcia z fizjoterapii i masażu leczniczego. To dzięki niej kilkoro z naszych sierot zaczęło chodzić, mimo, że przyszły do naszego ośrodka po kilku latach leżenia jedynie w łóżku, a ortopedzi nie dawali im szans na samodzielne poruszanie się. Ile jest sióstr, z jakich krajów, na czym polega zadanie każdej z sióstr? We wspólnocie w Bangalore jest nas 21 sióstr, w tym 2 Polki. W naszym domu odbywa się też pierwszy etap formacji zwany aspiratem podczas którego kandydatki do zgromadzenia (obecnie jest ich 7, pochodzą z różnych indyjskich stanów) uczą się angielskiego i przygotowują do pracy z niewidomymi. Mamy jeszcze jedna placówkę w Indiach – w stanie Tamil Nadu, w mieście Kotagiri. Znajduje się tam dom formacyjny oraz ośrodek dla starszych niewidomych dziewcząt, gdzie uczą się dziewiarstwa i koszykarstwa. W tej wspólnocie jest obecnie 1 Polka, 5 Indyjek, 1 siostra ze Sri Lanki, 9 nowicjuszek i 4 postulantki, w tym jedna z Zimbabwe. W ubiegłym roku 3 nasze indyjskie siostry wyjechały do pracy w szkole dla niewidomych w Rwandzie. Budujemy także szkołę i internat w stanie Megalaja, w północno-wschodnich Indiach, gdzie w bardzo licznych i ubogich rodzinach jest wiele niewidomych dzieci, nie mających dostępu do szkół. 200 dzieci czeka na przyjęcie do szkoły. Nasze zadania związane są ściśle z ośrodkiem szkolno-wychowawczym, który prowadzimy, ja jestem odpowiedzialna za wspólnotę sióstr, za gości, pomagam także w administracji ośrodka i kontaktach z ofiarodawcami. Indyjskie siostry są nauczycielkami w szkole, pracują jako wychowawczynie w grupach internatowych, przygotowują do druku książki w alfabecie Braille’a, uczą orientacji przestrzennej i poruszania się z białą laską, mają lekcje muzyki, są odpowiedzialne za kuchnię, niektóre uzupełniają jeszcze swoje wykształcenie, by móc pracować z niewidomymi. Jak wygląda życie w Indiach? To temat rzeka… Mówiąc bardzo ogólnie, Indie są krajem symboli, kolorów, mnóstwa obyczajów i egzotyki. Ja, będąc tam 9 lat, zaledwie dotknęłam każdej z tych dziedzin i jestem zafascynowana. Kalendarz jest pełen najróżniejszych świąt, przede wszystkim związanych z religią hinduistyczną, dniami wolnymi od pracy są również święta muzułmańskie, a dla ciekawostki także dwa chrześcijańskie święta – Boże Narodzenie i Wielki Piątek. Każde z tych świąt ma specjalne zwyczaje. Są również odpowiednie obrządki, związane np. z uzyskaniem gotowości do małżeństwa przez dziewczynkę, ze śmiercią kogoś z rodziny, kupnem domu czy otwarciem sklepu. Najbardziej uroczyste są oczywiście śluby. Jak wy, siostry, jesteście przyjmowane przez tamtejszą społeczność? Nasz ośrodek znajduje się w bardzo ubogiej dzielnicy muzułmańskiej, otaczają nas meczety, z których kilka razy dziennie słyszymy przez głośniki głos muezina, nawołującego wiernych do modlitwy. Mamy bardzo dobre kontakty z sąsiadami, na nasze uroczystości czy przedstawienia przychodzi wielu z nich. Dzieci, które są w naszym ośrodku, należą do różnych religii, tak jak i w społeczeństwie indyjskim przeważają wśród nich hinduiści, są też dzieci muzułmańskie i grupka dzieci chrześcijańskich. Kiedy muzułmanie świętują Bakrid i zabijają zwierzęta, dzielą się z nami mięsem, a gdy hindusi świętują „Dipawali”, czyli święto świateł, otrzymujemy od nich specjalnie na tę okazję przygotowywane słodycze. Nasi pracownicy to także wyznawcy różnych religii, mamy więc okazję brać udział w hinduistycznych czy muzułmańskich ślubach, uroczystościach związanych z narodzinami dziecka czy poświeceniem domu. Skąd się biorą u was te dzieci, ktoś je kieruje? Dzieci trafiają do naszego ośrodka różnymi drogami. Większość sierot pochodzi z domów dziecka ss. Misjonarek Miłości, a tam trafiały z wysypisk śmieci, z ulic, ze szpitali. Miałyśmy bliźniaczki, które matka zostawiła w szpitalu, gdy miały 3 dni, kiedy zauważyła, że dziewczynki urodziły się bez gałek ocznych. Pozostałe dzieci są przywożone przez rodziców, skierowanych do nas przez znajomych lekarzy albo rodziców dziecka, które już uczy się w naszej szkole. Czasem ktoś spotka nas podczas programu, w którym nasze dzieci biorą udział i przekazuje adres osobie, która ma niewidome dziecko. Czasem, dzieci przywożą siostry zakonne, księża, pracownicy socjalni, którzy pracują w slumsach. Tam wynajdują dzieci, które siedzą zamknięte w domu, bo rodzice nawet nie zdają sobie sprawy, że ich niepełnosprawne dziecko może zdobyć wykształcenie. Informacja o naszej szkole jest też w tzw. Diecezjalnym Dyrektorium, dzięki czemu jest dosyć znana i to nie tylko wśród katolików, ponieważ siostry i księża pracują wśród wszystkich ludzi, bez względu na religię. To jest właśnie niezwykłe – w waszej pracy i waszym ośrodku – że zacierają się podziały. Mam na myśli podziały, wynikające z tak różnych kultur i tak odmiennych religii. W Polsce bardzo rzadko zdarza się, żeby razem ze sobą pracowali np. i chrześcijanie i muzułmanie, czy też Hare Krishna. Żeby razem tworzyli wspólne dzieło, gdzie chodzi przede wszystkim o dobro drugiego człowieka, a nie o religię. Podobno w Indiach dziewczynki są niechcianymi dziećmi (chodzi o płeć)? Kiedy w ubogiej rodzinie rodzi się dziewczynka, a tym bardziej niepełnosprawna, jest często porzucana przez rodziców. Są oni bowiem zobowiązani do zapłacenia „dowri”, czyli posagu przy jej zamążpójściu. Każda więc rodzina marzy o chłopcu, który na starość otoczy rodziców opieką. Nagminne są aborcje dziewczynek. Z tego też powodu zakazano informowania rodziców o płci dziecka przed jego narodzinami, czego niestety nie przestrzegają prywatne kliniki. Pamiętam, jak mówiłaś mi o dziewczynce, która ma na imię Radha, a która przychodzi do waszej kaplicy na różaniec. O co chodziło? Po imieniu dziecka od razu wiadomo, z jakiej wywodzi się religii; dzieci hinduistyczne mają najczęściej imiona bożków, chrześcijańskie – świętych. Radha jest jedną z hinduistek, które bardzo lubią przychodzić do naszej kaplicy na wspólny różaniec. Przychodzą też dzieci muzułmańskie. Czasem księża dziwią się, że podczas Mszy św. kaplica jest pełna, a do komunii przystępuje garstka dzieci. Tłumaczymy im później, że tylko ta garstka, to chrześcijanie. Jak wygląda dzień powszedni w waszej „wspólnocie”? Dzień zaczynamy wcześnie rano, mamy modlitwy poranne o godz. po nich Mszę Św. o siostry które maja dyżur w internacie już od są z dziećmi. Dzieci od rana wypełniają swoje tzw. „dyżury”: sprzątają pokoje, łazienki, wynoszą śmieci, ubierają szkolne mundurki. Starsi pomagają młodszym w czesaniu, zawiązywaniu butów, ćwiczeniu wszystkich czynności życia codziennego. O jest śniadanie (wszystkie posiłki są gotowane), najczęściej jakieś placki z mąki ryżowej i do tego bardzo ostry sos o nazwie curry. Dzieci, tak jak większość mieszkańców Indii, jędzą prawa ręką, nie używają sztućców. O jest w szkole poranny apel, podczas którego siostra czyta wiadomości z gazety, dzieci prowadzą modlitwę, odśpiewują hymn Indii i rozchodzą się do klas. Lekcje są takie same jak we wszystkich szkołach dla widzących, z metodami pracy dostosowanymi do niewidomych. O dzieci przychodzą do internatu na przerwę na wypicie soku (jest tu bardzo gorąco), a o mają półgodzinną przerwę na obiad. Na obiad jest zawsze ryż z ostrym sosem i gotowanymi warzywami, staramy się, by codziennie były owoce. W tygodniu posiłki są wegetariańskie, w niedziele kupujemy dla wszystkich mięso lub ryby. Mamy jedną kuchnię, w której gotuje się takie same posiłki dla dzieci, sióstr i pracowników. Zajęcia w szkole kończą się o dzieci wracają do internatu i zaczynają kąpiel, tzn. polewają się kubeczkiem wodą z wiadra. O jest podwieczorek. Po nim odrabianie lekcji i zajęcia dodatkowe. O jest kolacja i trochę czasu wolnego. O wspólna modlitwa wszystkich dzieci i gimnastyka wieczorna w dwóch grupach – dla młodszych i starszych. W sobotę mamy lekcje tylko do obiadu, a niedziela jest wolna od szkoły. Co się dzieje z dziećmi, które stają się pełnoletnie? Po ukończeniu naszej szkoły podstawowej, wysyłamy naszych wychowanków do szkół dla widzących, by razem z pełnosprawnymi rówieśnikami zdobywali wiedzę. Tam, kończą tzw. High School i College, zdolni uczą się dalej, kończą studia lub kursy nauczycielskie dla niewidomych. Trzy nasze absolwentki pracują w naszej szkole jako nauczycielki, dwie z nich mają już własne rodziny; choć same są zupełnie niewidome – wyszły za mąż za słabo widzących chłopców, mają już po dwójce pięknych, zdrowych, widzących dzieci. Inna z naszych absolwentek śpiewa w chórze, jeszcze inna jest nauczycielką pianina, jeden z chłopców udoskonala swoją wiedzę komputerową. Dla słabszych, upośledzonych uczniów, mamy jeszcze jeden ośrodek w stanie Tamil Nadu, gdzie prowadzimy warsztaty dziewiarskie i koszykarskie. Co jest największą trudnością w opiece, wychowaniu tych dzieci? Czy one różnią się od dzieci polskich? Dla mnie, nowym doświadczeniem jest praca z sierotami, które maja w sobie ogromne deficyty miłości, czasem wydaje mi się, że nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć na ich zapotrzebowanie na miłość. Jestem bezradna, gdy pytają o rodziców, o których tak naprawdę nic nie wiemy. Wielu dzieciom nadałyśmy daty urodzin, bo też były one nie znane. A przecież każde dziecko chce świętować dzień urodzin. Najtrudniejsze są rozjazdy z internatu na ferie i wakacje, bo maluchy, które są sierotami, też mnie pytają, kiedy przyjadą mamy by je zabrać, a ja muszę odpowiadać, że tu jest ich dom. Często ich wakacje są o wiele lepsze, niż tych które wyjeżdżają do domów i jedzą np. raz dziennie, ale każde dziecko chciałoby spędzić wakacje z rodziną. Pamiętam, jak któregoś z chłopców ktoś zapytał skąd jest, myśląc o miejscowości, w której się urodził, a on odpowiedział, że jest z Jyothi Seva, bo od kiedy tylko pamięta, jest z nami. Czym dzieci indyjskie różnią się od polskich? Są bardzo chętne do wszystkiego, nie mają aparatów komórkowych, laptopów, wielu zabawek, dlatego też chętnie biorą udział we wszystkim, co im proponujemy. Gdy czasem ktoś nas odwiedza, jest zadziwiony tym, że dzieci garną się np. do zajęć pozalekcyjnych, że chcą się uczyć, że mają w sobie tyle zapału. Oczywiście, lubią też rozrabiać, bywają nieposłuszne, dziewczynki często się kłócą. Styl wychowania dzieci w Indiach jest dosyć ostry i na początku było dla mnie czymś szokującym, kiedy widziałam nauczyciela w szkole z kijkiem. My staramy się wprowadzać w naszej szkole inne metody wychowawcze, ale musi jeszcze upłynąć wiele czasu, zanim będą one zaakceptowane przez tamtejsza kadrę wychowawczą. Czy Bóg tam jest taki sam? Jedną z rzeczy, która bardzo fascynuje mnie w Indiach, jest religijność ich mieszkańców. Nie ma tam ludzi, którzy opowiadają się, że są ateistami, każdy w Kogoś albo w coś wierzy. Indyjczycy, to naród z natury bardzo religijny. Mam okazję obserwować wiarę naszych sąsiadów muzułmanów, którzy w każdy piątek tłumnie podążają na modlitwę do meczetów, a w świętym miesiącu Ramzan skrupulatnie przestrzegają postu. Widzę całe rodziny hinduistów, niosące w procesji posążki, bardzo popularnego w naszej okolicy, bożka intelektualistów – Ganesha. Widzę wreszcie i katolików, którzy nie wstydzą się swojej wiary, którzy głośno modlą się i śpiewają w kościele, którzy są pełni zapału w wyznawaniu Jezusa. Podczas niedzielnej Mszy Św. modli się cały kościół, ludzie wznoszą ręce do góry, uwielbiając Boga, czują się wspólnotą wiernych. Kościół żyje. A Pan Bóg… Myślę, że bardzo słucha modlitw naszych dzieci, które codziennie wspólnie modlą się do Niego. Nie jest trudniej wierzyć, widząc takie obyczaje, głód i biedotę na co dzień? Życie wraz z biednymi nie osłabia mojej wiary, wprost przeciwnie – daje mi szansę, by ją jeszcze bardziej pogłębiać. Radość życia naszych dzieci, ich prostota, entuzjazm, zarażają mnie i pomagają „z przymrużeniem oka” patrzeć na różne trudne sytuacje, bo przecież życie niewidomych jest często o wiele trudniejsze od naszych małych trosk, poprzez które czasem świat nam się wali. Pozwala mi to zrozumieć, że nie jest najważniejsze tylko to, co ziemskie, że istniejący świat ducha jest o wiele ważniejszy. Jakże głęboko brzmią w naszych realiach słowa z „Małego Księcia”: „Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu”. Dla mnie, życie z niewidomymi dziećmi, to codzienne, namacalne doświadczenie obecności Boga. Ostatnio, jedna z naszych uczennic, Yesuamma (znaczy „matka Jezusa”), odkryła w sobie talent poetycki. Nie mamy żadnych bliższych informacji o jej rodzinie, a ona bardzo chciałaby kiedyś poznać swoją mamę. Oto jeden z jej poruszających wierszy: Marzenia Chciałabym być małym ptakiem, który lata pod niebem i śpiewa piękną kołysankę, by utulić cię do snu Chciałabym być małym dzieckiem, by doświadczyć w moim sercu miłości mamy Chciałbym być płynącą rzeką i cieszyć się pięknem natury Chciałabym być aniołem, który jest z Tobą w dobrym i złym czasie Chciałabym być szczęściem dawanym wszystkim ludziom Chciałabym być krwią, która Cię chroni Chciałabym być łzami, by wyrazić moje uczucia Chciałabym być solą, by dać Ci odrobinę smaku Chciałabym być małym światłem tak bardzo niewinnym Chciałbym być delikatnym kwiatem, dającym wszystkim zapach Chciałabym być miłością, tak bardzo delikatną Chciałabym być dobrą wróżką, która Cię pocieszy, poprowadzi i pomoże podczas trudności Chciałabym być Twoim sercem, by znać czym jest ból i cierpienie innych i bić miłością Co daje Ci siłę do bycia tam, na każdy dzień? Co daje mi siłę…? Świadomość tego, jak bardzo potrzebna jest tam nasza obecność. Jak jest mi trudno, a mała Rupa przybiegnie i wdrapie mi się na kolana i zacznie opowiadać o tym, co zdarzyło się w szkole albo zaprosi mnie do swojego małego łóżeczka, bo nie chce spać sama i muszę jej długo tłumaczyć, że ja się tam nie zmieszczę. Albo wdzięczność bezdomnej staruszki, dla której obiad, otrzymywany od nas, jest jedynym posiłkiem w ciągu dnia. Jak zdobywacie środki do życia tam? Na działalność ośrodka, szkoły, internatu? Utrzymujemy się jedynie z darów, ale muszę przyznać, że Pan Bóg troszczy się o nas. Mamy kilku ofiarodawców z zagranicy, ale pomaga nam tez wielu miejscowych ludzi. I nie tylko dając ofiary pieniężne na dzieci, ale np. przynosząc gotowe posiłki. Albo też kilka worków ryżu, olej, różne rodzaje grochu, owoce, środki czystości, ubrania. Ogromnym wsparciem jest dla nas pomoc z Polski w ramach akcji „Adopcji Serca” oraz kwesty, które przeprowadzamy podczas pobytów w Polsce. Czy my, zwykli ludzie, możemy pomóc takim dzieciom i wam? Myślę, że jedną z form pomocy jest włączenie się w akcję „Adopcji Serca”. Polega ona na tym, iż można wziąć pod opiekę jedno z indyjskich dzieci, przebywające w naszym ośrodku, otrzymuje się zdjęcie tego dziecka i informacje o nim. Następnie można wesprzeć dziecko modlitwą lub też finansowo – częściowo lub w całości – opłacić kształcenie dziecka. Oprócz pracy w ośrodku, podróżujesz i odwiedzasz inne miejsca w Indiach, dotknięte biedą i chorobami. Opowiadałaś kiedyś o pewnej wiosce, gdzie nie ma lekarza, a dzieci bardzo poważnie chorują… Byłam kiedyś w małej wiosce w stanie Orissa. By się do niej dostać trzeba było iść przez las godzinę, nie było tam prądu, ani połączenia telefonicznego. Chorowały dzieci, rodzice nieśli je na rękach do najbliższej przychodni, często jednak nie zdążali dojść i dziecko umierało w drodze… To straszne doświadczenie niemocy, tak bardzo chciałoby się pomóc, a nie ma jak. Ostatnio zaś, opowiadałaś mi o dzieciach, pracujących na co dzień w kamieniołomach. Historia ta wywarła na mnie ogromne wrażenie… Tak. W czerwcu ubiegłego roku, wraz ze znajomym ks. redemptorystą i dwiema indyjskimi siostrami odwiedziliśmy kamieniołomy, położone na obrzeżach miasta Bangalore. Bardzo poruszyła mnie sytuacja mieszkających tam i pracujących dzieci. Większość z nich nie chodzi do szkoły, od najmłodszych lat pracują wraz z rodzicami za bardzo niskie wynagrodzenie. Praca, którą wykonują jest niebezpieczna dla ich zdrowia. Pracują w pyle, co często powoduje choroby płuc; rozdrabniając kamienie ulegają wypadkom i zranieniom, a nosząc ciężkie ładunki kamieni na głowach doprowadzają do chorób kręgosłupa. To bardzo smutne i aż niewyobrażalne… Niestety, taka jest rzeczywistość. Wstają wcześnie rano i idą z rodzicami do pracy. Chwilą odpoczynku jest czas południa, kiedy to w kamieniołomach podkłada się dynamit i wysadza kamienne ściany. To także czas ubogiego posiłku, na który składa się codziennie miska ryżu z gotowanymi warzywami lub tylko kilkoma ostrymi papryczkami chili. Po zakończonych wybuchach wszyscy wracają do pracy, która trwa do zmroku. Dużym problemem jest też brak wody. Jest ona dowożona w cysternie i trzeba za nią płacić. Ludzie więc bardzo ją oszczędzają. Każda rodzina mieszka w ubogim szałasie pokrytym liśćmi palmowymi. W nim mieści cały swój dobytek. Życie toczy się głównie przed domem: gotowanie, mycie, wieczorne spotkania po pracy. To, o czym mówisz, tak bardzo różni się od codzienności polskich dzieci… Tamtejsze dzieci mają poważny wyraz twarzy, od najmłodszych lat znają trudy codziennego życia. Czasem dobrze uświadomić sobie jak bardzo jesteśmy uprzywilejowani mogąc posyłać dzieci do szkoły, mieć dobrze płatną i bezpieczną pracę, bieżącą wodę w kranie, smaczny i zróżnicowany posiłek, etc. Są bowiem tacy, często jeszcze bardzo mali, dla których każdy dzień jest zmaganiem o przeżycie. Bardzo dziękuję Ci za rozmowę. Życzę wiele sił w dalszej pracy.
nasza babcia serce ma takie duże że aż dwa